suknie ślubne stewia ścianki działowe Kwatera prywatna Łękawa

Strona główna

Kwatera prywatna Łękawa

Oferta Kwatera prywatna Łękawa 5 osobowe, 50 zł osoba, poza sezonem 90 zł.
Wypozażenie: kuchenka, łazienka
Wyzywienie: śniadania

do plazy 1400m
sauna
centrum odnowy biologicznej

Łękawa - Wita

Fatmi Ulatowski - 114939320

Tematyka:


Polecamy również:

Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu. Podobnie ustosunkoway si do sedelnickiego proboszcza okoliczne dwory. Zbyt powanie mwi o komunizmie, aby nie zosta posdzonym o wystpne i skryte, a tak ze stanem duchownym nie licujce sympatie. Umacnia jeszcze ten sd swoimi wypowiedziami zarwno w kwestiach narodowociowych, jak i w sprawie reformy rolnej. Rosa wic przepa pomidzy nim a miejscowym ziemiastwem. Dwory nie mogy mu darowa, i znajdowa ostre i bezwzgldne sowa, gdy przychodzio do rozmw o roli ziemiastwa na kresach w dawnej Polsce niepodlegej i pniej podczas zaborw. Przypominajc bdy przodkw, dotkn ich potomkw w najczulsze struny prnoci. A jego wiara, ta rwnie przemawiaa przeciw niemu. Uwaano, e zbyt wiele da, aby da szczerze. Zarzucano mu ciasny fanatyzm, obud i nieznajomo natury czowieka. Dla tych ludzi wyrosych w tradycyjnym przewiadczeniu, i su obronie polskoci i katolicyzmu, Polska koczya si z granicami posiadoci, a wiara zaczynaa poza nimi. Wedug niepisanej umowy do sug Kocioa naleao utrzymywa ten ukad, strzec go niby harmonii wyszego porzdku, zapewniajcej stowarzyszonym pokj ziemski i nagrod niebiesk. Ksidz Sieche mci rwnowag wypracowan przez wieki. Jego Koci rozsadza misterne spoida i wizada, czce dwr z plebani. Wyrasta na drodze ogromnym cieniem, kadc ten pospny znak niby sowo ostrzeenia. Odwrcono si wic od niego. Jedna z rodzin, najznaczniejsza w powiecie, pocza nawet czyni starania w kurii biskupiej, aby niewygodnego proboszcza przeniesiono z Sedelnik. Zbyt jednak yw zachowano tam pami o mioci, jak zmary niedawno biskup obdarza ksidza Siechenia, podwczas swego kapelana, aby dano posuch doradczym podszeptom. Nowy biskup, czowiek duej wiedzy i rwnej skromnoci, nie chcia nawet dyskutowa tej sprawy. Uwaa, e w przeciwnym wypadku zniewayby pami swego poprzednika, ktrego mier tak niezwyka i wita otoczya ju legend. I gdy jeden z proboszczw odway si wypowiedzie w obecnoci biskupa kilka krytycznych uwag o ksidzu Siecheniu, spotka si z tak ostrym upomnieniem, i zrozumiano, e ani teraz, ani w najbliszej przyszoci nie podobna liczy na pomylne przeprowadzenie zamierzonego planu. Stanowisko proboszcza sedelnickiego stao si w ten sposb silniejsze ni kiedykolwiek. Lecz on sam nie czu adnego triumfu. Nie takich pragn zwycistw. Gdy z listu jednego z kolegw seminaryjnych dowiedzia si o owych nieudanych intrygach w kurii, zrozumia, e wszystkie jego zamiary stworzenia wsplnej akcji przepady ostatecznie. Nie potrzebowa ju obawia si wyranego bojkotu. Ale nienaganna poprawno, z jak zacz si teraz spotyka, niosa mu wiksze jeszcze osamotnienie ni wpierw jawna w pewnym okresie niech. Jak ulg w podobnym opuszczeniu byoby ufa, e ten zy czas dwiga w sobie ciar prby rzuconej przez Boga! Ale czy nie byoby pych doszukiwa si w ndzy i cierpieniu znaku wybrania? Jake wierzy, e Bg kae licznym bdzi, aby mnie od bdu ocali? e na oczy wielu rzuca cie, aby moim da czujno? A sercom odbiera oddech, eby moje napeni rytmem? Po raz pierwszy zwtpi wwczas ksidz Sieche o susznoci obranej drogi. Czy nie omyli si przyjmujc wicenia? Czy nie wzi ciaru ponad swoje siy? Zacza w tych dniach kiekowa w nim nowa myl: klasztor. Moe ta cisza i spokj pomidzy murami odgradzajcymi od wiata miay by jego przeznaczeniem? Nie praca wrd ludzi, lecz ucieczka od nich? Nie znajdowa jednak w sobie decyzji, ktra pozwoliaby mu zrezygnowa ze wzrusze, jakie przeywa, gdy wyszedszy w jesienny wieczr przed dom sysza wrd mgy kryjcej ki krzyk dzikich kaczek lub kiedy w letnie poudnie powietrze lekko drao od brzku kos. Ziemi pod stopami, niebo nad gow - oto co musiaby porzuci. Wyrzec si podmuchu przedwiosennego, czasu, gdy powietrze wchaniajc sodycz zakwitania jest tak lekkie i powiewne, jakby cae z zielonej przdzy byo utkane, odej od nocy, z ktrych jedne rzucaj trwog, lecz inne mog askawie otworzy swoj gbi lc dreszcz uspokojenia, nie, jake odrzuci dobrowolnie to wszystko! Przecie jednego dnia drczony wtpliwociami szczeglnie bolenie, czujc, e na dusz walk nie starczy mu si, zdecydowa si ksidz Sieche zoy prob o zwolnienie z dotychczasowych obowizkw. W ostatniej dopiero chwili, ju w drodze do paacu biskupiego, porzuci ten zamiar. Przyjecha do miasta wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy. Ledwie ujrza, jeszcze z okien wagonu, bia wie klasztoru jezuickiego, ile wspomnie wskrzesio w jego pamici miasto, w ktrym wkrtce po opuszczeniu seminarium spdzi cay rok przy boku biskupa uaskiego. By to czas, ktrego kad godzin, bogosawi wielki starzec. Jak nigdy przedtem i potem zrozumia wwczas ksidz Sieche si przymierza czowieka z Bogiem, przymierza, w ktrym wszystko, cokolwiek istnieje na wiecie, miao swoje waciwe miejsce, tworzc ow wspania i wieczn budow, ktra, jak koci gotycki arliw wiar, ucieleniaa sowa Apostoa o mdrym architekcie. Na rann msz zaszed proboszcz do katedry