suknie ślubne stewia ścianki działowe Ośrodek wypoczynkowy Czołpino od plaży 700m<br /><br />, Wolne domki Dąbki tel 446454926, Wille Siniarzewo, Wolny pokuj Świnoujście tel 695016962, Agroturystyka Rewa od wody 150m<br /><br />, Ośrodki wypoczynkowe Stary Kocin, Wolne noclegi Świnoujście tel 027584159, Domki letniskowe Wola Brwileńska, Domek letniskowy Kaczowice, wolne pokoje Dąbki tel 550862693

Czołpino

DÄ…bki

Siniarzewo

Świnoujście

Rewa

Stary Kocin

Wola BrwileÅ„ska

Kaczowice

Ośrodek wypoczynkowy Czołpino od plaży 700m

Ośrodek wypoczynkowy Czołpino Skomorowska Polecamy wolne noclegi 3 osobowy. Cena 100 os.Obiekt:centrum odnowy biologicznej, centrum urody, 2 łóżka 1 osobowe, barek

Wolne domki DÄ…bki tel 446454926

Pokoje:5 os 95zł osoba3 os 70 zl osoba4 os 75 zl osobaOferujemy:basenydiscodo plazy3kmAgroturystykawanna z hydromasażembarek z alkocholemsprzęt plażowypełne wyzywie

Wille Siniarzewo

Oferta pokoje 5 osobowy, 35 os.Nocleg:stołówka, basen odkryty, do plazy 250m, pełne wyzywienie, parasol plazowy, kuchnia, barek z alkocholem, wygodne łózko wodne

Wolny pokuj Świnoujście tel 695016962

Pokoje:6 osobowy 40zł osoba2 os 45 zl osoba3 osobowy 130 zl osobaPosiadamy:centrum urodyplace zabawdo plazy800mHoteletarasłazienkależakwyzywienie we własnym zakresie

Agroturystyka Rewa od wody 150m

Agroturystyka Rewa Pachowska Oferta noclegi 4 os. Cena 50 os.Obiekt:basen kryty, basen, łózko z dostawka, kuchenka gazowa, czajnik bezprzewodowy, wyzywienie we własnym z

Ośrodki wypoczynkowe Stary Kocin

Oferta pokoje 3 osobowy, 20 os.Nocleg:centrum spa, centrum turystyczne, do plazy 900m, kolacje, łazienka, prysznic, barek z alkocholem, dwa łóżka jedno osobowe, s

Wolne noclegi Świnoujście tel 027584159

Pokoje:3 os 180zł osoba5 osobowy 180 zl osoba2 os 130 zl osobaOferujemy:salon spasalon pieknoścido plaży300mAkademikiwanna z hydromasażemdostep do internetutvśniada

Domki letniskowe Wola Brwileńska

Oferujemy pokoje 6 osobowy, 70 os.Nocleg:bary, centrum turystyczne, od plazy 3km, kolacje, czajnik bezprzewodowy, parawan, aneks kuchenny, lozko dwu osobowe, prywatna pl

Domek letniskowy Kaczowice

Proponujemy Domek letniskowy Kaczowice 5 osobowe, 100 zł osoba, poza sezonem 190 zł.Wypozażenie: koc, kocWyzywienie: obiadydo morza 3kmcentrum masażurestauracjeKaczowi

wolne pokoje DÄ…bki tel 550862693

Pokoje:5 osobowy 65zł osoba3 os 190 zl osoba4 osobowy 90 zl osobaOferta:restauracjebasenydo morza200mOśrodki wypoczynkoweaneks kuchennytaraskuchniabufetDąbki 45023458
1 2 3 4 5 | 6 | 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

Odpêdza³ pokusê snu, podobnie jak œmiertelnie znu¿ony wêdrowiec prze³amuje sennoœæ w obliczu niebezpieczeñstwa. Có¿ z tego, ¿e cia³o omdlewa ze zmêczenia, g³owa ci¹¿y, a powieki same bezsilnie opadaj¹? Trzeba wiedzieæ, kiedy mo¿na, kiedy wolno spaæ. Pozornie tak ³atwo jest wymkn¹æ siê nieprzyjacielowi. Zdawa³oby siê: mo¿na go zwieœæ, zmyliæ œlad. Pomiêdzy wieczorem a najbli¿szym rankiem jaki¿ rozleg³y le¿y czas! Ka¿dy krok u pocz¹tku wyznacza inn¹ drogê. Tysi¹c œcie¿ek biegnie w g³¹b nocy, nikn¹cych, gdy œwit zedrze ciemnoœci. Ale na ka¿dej wróg jest przy nas, cierpliwie, krok za krokiem d¹¿¹c po naszym tropie. Spojrzeæ mu prosto w oczy, nie zadr¿eæ, nie ugi¹æ siê przed jego zdobywcz¹ si³¹, to jedno mo¿e ocaliæ. Ale jak wydrzeæ z siebie z³o, które w nas czai siê zawsze wyczekuj¹ce, zawsze gotowe do skoku? Jak pochwyciæ wroga, który jest w naszej krwi i w naszych myœlach? Ksi¹dz Siecheñ klêcza³, skrzy¿owane ramiona wspar³szy o niski sto³ek. Pochyli³ g³owê. Mia³ wra¿enie, jakby mu barki ogromny ciê¿ar przygniót³. Gdy zapada noc taka, jak dzisiaj, bez granic, wydaje siê, ¿e z³o ca³ego œwiata œcieka w serce czuwaj¹cego. Doko³a, na bezmiernych obszarach, w niskich chatach wiejskich i dalej, w ludowych kamienicach uciszonych miast œpi¹ ludzie zmordowani dniem. Bezbronny t³um. £atwa zdobycz. Któ¿ œpi snem sprawiedliwego? D³onie, które jeszcze przed chwil¹ chciwie siêga³y po rozpustê i zysk, dygoc¹ teraz niespokojnie, jak p³omieñ przygnieciony popio³em. Nagie cia³a dysz¹ gor¹czkowo. Zwarte usta skry³y k³amstwa i kusz¹ce podszepty, powieki zamknê³y pope³nione i przysz³e zbrodnie. Gdzie¿ s¹ mury mierzone trzcin¹ z³ot¹? Wiatr szarpn¹³ otwartym oknem. Okiennica uderzy³a o szybê. Chlusn¹³ deszcz. Ale proboszcz nie poruszy³ siê. Jego oczy szeroko rozwarte zdawa³y siê przebijaæ ciemnoœæ. Dr¹¿¹ j¹ a¿ do przepastnego dna. Zwyciê¿aj¹ przestrzeñ. Czas stan¹³. I przez sekundê, która trwa wieki, wydaje siê klêcz¹cemu, ¿e widzi wszystko, co dzieje siê na œwiecie a¿ po jego najodleglejsze krañce. Straszliwa chwila. To jest tak, jakby jakaœ zas³ona spad³a rozciêta nagle niewidzialn¹ rêk¹, ukazuj¹c groŸn¹ wizjê. Oto ziemia niezmiernie ogromna, a jednoczeœnie tak drobna, i¿ mo¿na j¹ ramieniem opasaæ, le¿y nieruchoma, œciêta cisz¹: bezkresna, ruda pustynia, obszary zje¿one czarnymi kamieniami, zastyg³e wody, lasy skamienia³e, miasta puste jak szkielety, a nad tym nieskoñczonym cmentarzyskiem niebo niskie i miedziane. Niebo, którego ciê¿ar przygniata serca œpi¹cych. Ludzie! Widaæ ich cia³a pokotem rzucone na zesch³¹ ziemiê, jedno przy drugim, nagie i sine, niby nieskoñczony szereg umar³ych. I nagle, jakby na jeden wielki g³os rozcinaj¹cy milczenie od wschodu do zachodu i od pó³nocy na po³udnie, budz¹ siê wszyscy. Ale nikt nie zrywa siê i nie œpieszy pos³usznie ku wezwaniu. ¯adne wo³anie mu nie odpowiada. ¯aden szept ani ruch nie targn¹ niewzruszonym spokojem. Piersi le¿¹cych uderzone niebem zamar³y. To tylko ich oczy szeroko rozwarte oddychaj¹ œmierteln¹ trwog¹. Przera¿eniem nie pozostawiaj¹cym miejsca dla nadziei. - Jestem z wami! - szepce ksi¹dz Siecheñ. Bo czy¿ nie pêta go niemoc ta sama, która wszystkim na ziemi ka¿e w tej chwili konaæ, lecz nie pozwala umrzeæ? Oto równoœæ, o której ludzie nie chc¹ wiedzieæ. Bogactwo staje siê podobne ³achmanom ¿ebraka, w³adza kruszy siê w pora¿onych d³oniach i jak próchno przesypuje przez palce. Ale gdy ranek przywróci ziemi jej kusz¹cy kszta³t, któ¿ z ¿ywych wyrzeknie siê dobrowolnie z³udnych przywilejów? Kiedy¿ wybije godzina sprawiedliwoœci dla krzywdzonych i poni¿anych? Tyle doko³a chciwoœci, okrucieñstw, tyle k³amstw i jadu nienawiœci i pogardy, i¿ zdaje siê, ¿e nic nie zdo³a zasklepiæ krwawi¹cych ran. Có¿ mo¿e zmieniæ siê? Tu choæby, na tym drobnym skrawku sedelnickiej ziemi. Dziedzic sedelnicki nie zrzeknie siê bez przymusu swoich rozleg³ych pól i lasów, jak drapie¿ne kleszcze opasuj¹cych doko³a nêdzne ch³opskie zagrody. Grzegorz Litowka nie porzuci strêczycielstwa. Zab³¹kanej w dalekim mieœcie Oldze Kukiszów ¿aden g³os nie podszepnie powrotu do rodziców. M³ody Burak, kiedy wyjdzie z wiêzienia, znowu zacznie kraœæ. Kierownik poczty nie z³agodzi serdeczniejszym s³owem cierpieñ umieraj¹cej ¿ony. Fiodor Dubrowski, nienasycony swoj¹ m³odoœci¹, z lekkim sercem porzuci po miesi¹cu ka¿d¹ dziewczynê. Ile¿ ich jeszcze przyjdzie p³acz¹cych na niego, jak przedtem przychodzi³y z ¿alami na Siemiona? A Siemion, któremu ju¿ tak niewiele chwil pozosta³o do ¿ycia... A Michaœ... Proboszcz zaciska d³onie. Gêste krople potu zwil¿aj¹ mu skronie. - Najlichszym z lichych jestem, Panie. Tamci nie znaj¹ Ciê, dlatego b³¹dz¹. Ale mnie ukaza³eœ siê, jak wicher wstrz¹sn¹³eœ mn¹... Da³eœ wszystko. A có¿ ja dajê? Jak¿e nêdzny jest plon minionych lat! Có¿ uczyni³ dla ludzi, których mu powierzono? Nigdy nie umia³ znaleŸæ drogi do cz³owieka. A za to jak czêsto i w jak wielu okolicznoœciach czu³ siê intruzem. Tak rzadko udawa³o mu siê prze³amaæ bolesny i upokarzaj¹cy mur, który odgradza³ go od ludzi wtedy w³aœnie, gdy chcia³ im siebie ofiarowaæ. A jeœli, zdarza³o siê, odnajdywa³ porozumienie, czy¿ by³o ono czymœ wiêcej ni¿ przelotnym b³yskiem ukazuj¹cym zaledwie w mglistym oddaleniu, jak ogromne musi byæ szczêœcie, gdy zbudzi siê zb³¹kan¹ duszê z letargu i oczyszczon¹ postawi przed Panem. Prze¿y³ kilka takich olœnieñ Anna nie s³ysza³a skrzypniêcia drzwi. Mimo kilku godzin snu czu³a teraz wiêksze znu¿enie ni¿ z rana po Ÿle przespanej nocy. Obudzi³a siê o wczesnym zmierzchu. Z pocz¹tku, zaskoczona pe³nym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w g³êbi za oknem zarys p³ota i drzewo o czarnych, gn¹cych siê ga³êziach, nie mog³a zorientowaæ siê, gdzie siê znajduje. Nie zd¹¿y³a siê jeszcze przyzwyczaiæ do tej du¿ej, obcej izby tak ró¿nej od pokoju, który ostatnio zamieszkiwa³a. Gdy o podobnej godzinie budzi³a siê w Warszawie, widzia³a przez zmêtnia³¹ szybê ¿a³oœnie obwis³¹ rynnê, dalej obdrapan¹ œcianê pe³n¹ jakichœ niepotrzebnych gzymsów i ozdób, w¹t³ych balkoników i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wy¿ej czarny, wilgotny, gêsto po³atany dach, smêtne dymniki uwik³ane w pajêczynowe nitki drutów radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z ca³oœci¹, w bezruchu zastyg³y, jakby ze starej ilustracji wyciêty p³at nieba. Gdy nadchodzi³ przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacina³ z ukosa, wówczas dymniki szamota³y siê apatycznie, potem z rosn¹cym mrokiem zapada³ ospa³y spokój, tylko wiatr uwiêziony pomiêdzy murami be³kota³ ptrzyt³umionym oddechem. Tak w ci¹gu wielu miesiêcy z¿y³a siê z tym obrazem, ¿e nim zd¹¿y³a teraz podnieœæ powieki, by³a pewna, ¿e taki w³aœnie widok narzuci siê jej oczom. Pomyœla³a, ¿e bêdzie musia³a zaraz ubraæ siê i wyjœæ na ulicê. Zaczê³a siê nawet zastanawiaæ, czy nie powinna zmieniæ dzielnicy. Mo¿e jeszcze raz spróbowaæ œródmieœcia? Mo¿e... Westchnê³a ciê¿ko. Gdyby¿ mo¿na by³o schroniæ siê przed tym wszystkim w sen d³ugi i twardy! Ale kiedy po chwili zda³a sobie sprawê, ¿e nie jest ju¿ w Warszawie - nie odczu³a ulgi. Dochodzi³a pi¹ta. Za godzinê - obliczy³a szybko - powinien przyjœæ kierownik poczty. Znowu bêdzie kl¹æ dogorywaj¹c¹ ¿onê... Usiad³a na ³ó¿ku, wsunê³a stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju by³o zimno, powietrze przesi¹kniête wilgoci¹ czyni³o ch³ód obœlizg³ym i lepkim. Dr¿¹c narzuci³a szlafrok, pamiêtaj¹cy jeszcze lepsze czasy, i podesz³a do toalety. Spojrzawszy w lustro wzdrygnê³a siê. Nie mog³a patrzeæ na siebie bez wstrêtu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmieni³o j¹ zupe³nie. Czasami mia³a wra¿enie, ¿e ka¿dy dzieñ, ka¿da noc posuwaj¹ naprzód dzie³o zniszczenia. Nieraz, budz¹c siê z rana, zrywa³a siê poœpiesznie z ³ó¿ka i jeszcze oczy maj¹c zaklejone od snu bieg³a do lustra. Staroœæ, nie, to nie o ni¹ chodzi³o. Niedawno przekroczy³a wprawdzie czterdziestkê, ale nie wygl¹da³a na wiêcej lat. Zmienia³ siê tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzków niegdyœ tak delikatny uleg³ trywialnemu zniekszta³ceniu, usta uk³ada³y siê w przykry, wyuzdany grymas, oczy straci³y wilgotny, miêkki po³ysk. Anna czu³a, ¿e mo¿e teraz poci¹gaæ tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, g³os, spojrzenia, wszystko w niej obiecywa³o rozpustê. Ile te¿ razy w oczach zaczepionych mê¿czyzn wyczyta³a nietajony odruch niechêci i pogardy. Ile brutalnych s³ów uderzy³o j¹ po twarzy. Brali j¹ ci, których twarze by³y napiêtnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pêka³y wobec niej wszelkie hamulce, opada³y maski, rwa³a siê w strzêpy uk³adnoœæ, brudny k³¹b ciemnych po¿¹dañ wycieka³ z obna¿onych cia³, jak ropa p³yn¹ca z odkrytej rany, opl¹tywa³ j¹ swymi mackami, ch³on¹³ i ssa³. Czasami przecie¿ znajdowa³a nieomal zadowolenie w tym ca³kowitym i ostatecznym upadku. Czegó¿ mo¿e od ¿ycia ¿¹daæ kobieta, od której nikt prócz krótkiej, nêdznie op³aconej chwili rozkoszy niczego nie ¿¹da³? Nic siê ju¿ staæ nie mo¿e. Zanurzyæ siê wiêc w tê otch³añ, dosiêgn¹æ samego dna... Z pewnoœci¹ tê w³aœnie zgodê na wszystko wyczyta³ w jej oczach Litowka, gdy bawi¹c przed tygodniem w Warszawie spotka³ Annê na ulicy. Zdziwi³a siê, ¿e j¹ pozna³. Nie widzieli siê bowiem od dziesiêciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich ³¹czy³y. Anna ¿y³a wówczas z Morawcem, stawiaj¹cym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman by³ m³odszy od niej, mia³ dwadzieœcia kilka lat, podoba³ siê jej. Poci¹ga³ zuchwa³oœci¹, mocnym cia³em, energi¹ i tym nieuchwytnym b³yskiem w oczach, który raz wydawa³ siê cierpieniem, a kiedy indziej okrucieñstwem. Niewiele wiedzia³a o jego przesz³oœci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierza³ siê. Bêd¹c szczerym, umia³ jednoczeœnie byæ skrytym. Czym obecnie zajmowa³ siê - to oczywiœcie wiedzia³a. Ale to jej nie przeszkadza³o. Wierzy³a, ¿e nie potknie siê. Pieniêdzy mia³ zawsze pod dostatkiem. Mia³a wiêc spokój, nie potrzebowa³a chodziæ po ulicy. W tym w³aœnie czasie zacz¹³ organizowaæ pierwsz¹ swoj¹ bandê. Pewnego dnia przyprowadzi³ nowego kompana. By³ to Litowka. Przez kilka miesiêcy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrótce jednak skoñczy³o siê to wszystko. Po jakiejœ grubszej, krwawo zakoñczonej historii, banda Morawca rozpad³a siê. Paru ch³opców wpad³o, dostali po kilkanaœcie lat ciê¿kiego wiêzienia. O Romanie s³uch przepad³, znikn¹³ równie¿ Litowka. Spotka³a go teraz dopiero. Dowiedzia³a siê, ¿e Morawca od lat ju¿ nie widzia³ i w ogóle od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skoñczy³ z podobnymi sprawami. Nie mia³ ochoty - wyzna³ - powêdrowaæ na szubienicê albo zgin¹æ w wiêzieniu. Nie ka¿dy ma szczêœcie Morawca. Zreszt¹ i jego szczêœcie mo¿e pewnego piêknego dnia prysn¹æ jak ³upinka. Osiedli³ siê wiêc na kresach wschodnich. Za pieni¹dze, które mu przypad³y z podzia³u, wybudowa³ domek i urz¹dzi³ sklep z wyszynkiem. Zadowolony by³ ze spotkania. Zaproponowa³ kolacjê. Wst¹pili razem do baru. Ci¹gle opowiada³ o sobie. Ale Anna wiedzia³a, ¿e szybko zda³ sobie sprawê z sytuacji, w jakiej siê znajdowa³a. Nie potrzebowa³ pytaæ. By³a ubrana Ÿle, z tandetn¹ jaskrawoœci¹, wygl¹da³a niezdrowo; chciwie, choæ stara³a siê panowaæ nad ruchami, rzuci³a siê na gor¹ce jedzenie. Gdy zaproponowa³ jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodzi³a siê bez wahania. Nie mia³a nic do stracenia. W Warszawie czeka³ j¹ tylko g³ód, a w niedalekiej przysz³oœci szpital lub ¿ebranina pod koœcio³em. Ludzie? Uwa¿a³a, ¿e wszêdzie s¹ ci sami, jednakowo Ÿli. Wola³a wiêc o tym nie myœleæ, cieszyæ siê raczej, ¿e znajdzie siê na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobrazi³a sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, od¿y³y w niej bolesnym szarpniêciem najdawniejsze, rzadko budz¹ce siê wspomnienia. Wychyn¹³ z mroku czasu dzieñ wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jaœminów, droga ocieniona roz³o¿ystymi kasztanami, ujadanie psów... Ale zanim poœród tych migawkowych obrazów zd¹¿y³a zarysowaæ siê œmiej¹ca twarz Paw³a Siechenia, Anna wsta³a szybko i spyta³a Litowkê: zatañczymy? W jego ciê¿kich ramionach, pod gor¹cym, wódk¹ przepojonym oddechem, znik³y oczy i usta, których wola³a z odleg³oœci lat nie wywo³ywaæ. Zabawili w lokalu do póŸnego wieczora. Potem, po nocy, która da³a Annie przedsmak tego, co j¹ czeka w Sedelnikach, wyjechali. Wieœ powita³a j¹ wichur¹ i deszczem